Said Belhaj

Said Belhaj to bardzo ciekawy wspinacz i przy tym barwna postać. Ma tę szczególną cechę – jest otwarty na każdy rodzaj wspinania, ale i na świat w ogóle. Taki wolny duch. Mówi o sobie: „lubię robić rzeczy, które wzbogacają moje życie”. Dla Belhaja liczy się nieznane i przygoda.

Said Belhaj (fot. arch. S. Belhaj)

Said (rocznik 1981) urodził się w Szwecji, choć jego rodzice pochodzą z innych krajów – matka z Maroka, ojciec z Finlandii. Sam Belhaj mówi płynnie aż sześcioma językami. Poza wspinaniem bliska mu jest muzyka – sam gra na starych afrykańskich instrumentach. Lubi fotografować, czytać książki, medytować. Tańczyć, biegać, pływać, etc.

Said Belhaj (fot. arch. S. Belhaj)

Wspinaczka zajmuje oczywiście miejsce szczególne w życiu Szweda. Ale nie chce być szufladkowany. Mówi: „nie definiuję siebie jako specjalisty od jednego rodzaju wspinania. Przez całe swoje wspinaczkowe życie robiłem bouldery, drogi tradowe, sportowe, big-wallowe, a nawet trochę lodowych, startowałem w zawodach. Po prostu kocham wspinanie, i lubię jego wszystkie odmiany”. W zawodach Belhaj startował przez 10 lat (1995-2005), był członkiem szwedzkiej kadry, wygrywał krajowe mistrzostwa z liną i w boulderingu. Ale zawodniczy kierat nie jest najlepszym wyborem dla kogoś, kto szuka przestrzeni i wyzwań. W końcu sam Said przyznaje: „moje życie i wspinanie zawsze opierało się na byciu w naturze. Wspinanie na sztucznych ścianach jest dobre dla treningu, zawodów i czasami spotkań z ludźmi”.

Belhaj dotarł do 50 krajów na 6 kontynentach. Poprowadził setki dróg, grupo ponad tysiąc w ósemkowych trudnościach. Gros linii pokonał onstajtem (w tym takich o wycenie 8b+). Właśnie ten styl ceni najbardziej, bo wspinając się bez znajomości ma możliwość improwizacji i odkrywania. Bo wspinanie OS to według niego rodzaj przygody.

Said Belhaj (fot. Brian Mosbaugh)

No ale przecież nie wszystko da się pokonać oesem, a Szwed ma ambicję robienia także trudniejszych dróg. I takie ma w swoim dorobku. Choćby historyczny frankenjurajski klasyk Action Directe 9a Wolfganga Güllicha czy marzenie każdego tradowca, kanadyjska Cobra Crack 5.14b Sonniego Trottera. Najtrudniejszym przejściem RP Belhaja jest jak dotąd Papichulo 9a+ w Olianie. Po sukcesie pisał: „po tylu latach bycia niecierpliwym, niestarania się, aby być „mądrym”, sądzę, że czegoś się nauczyłem. Próbując drogi przez jakieś 5-6 tygodni na przestrzeni kilku lat poczułem się wspaniale, dochodząc do łańcucha. Może moje podejście do tego projektu (i innych projektów RP) było najlepszą drogą. Próbuję tylko wtedy, kiedy czuję się dobrze i jestem zmotywowany, kiedy to uczucie mija, odchodzę”.

Spotkanie z Saidem Belhajem na 17. KFG będzie na pewno niecodzienne, bo sam Szwed to postać nietuzinkowa. I z pewnością nie będzie tylko o cyfrze! A może w ogóle o niej nie usłyszymy…

Dorota Dubicka